Śniło mi się,że nie było mieszkań tylko wszyscy mieszkali na targu,a ja się tam z kimś cały czas kłóciłam i uciekałam przed kimś,ktoś mnie gonił. Potem momentalnie zmieniła się sceneria i leżałam na porodówce i rodziłam,a następnie widzę dziecko i jego ojca. Niby szczęśliwa rodzinka chciałoby się powiedzieć. Następnie umieram i znów następuje zmiana scenerii,idę z dzieckiem za rękę i znów jestem w ciąży. Szłam z nimi chyba po swojego męża,bo miałam obrączkę na ręce.Co to może znaczyć?